solmayfair blog

Twój nowy blog
Kipią we mnie niewypowiedziane pokłady twórczego szaleństwa, więc wracam cała odnowiona, wyinniona ciągle i ciągle taka sama nieposkładana.
Skaczę ci ja Wam, z kąta w kąt, a gdzies tam sentyment mam do tego oto tworzywa, bo ze mną juz tyle lat!
Jednak zamknęłam sobie i Wam archiwum, bo jak patrzę na notki z przed lat kilku, to ten pompatyczny styl doprowadza mnie do skrajnie EMOcjonalnych pragnień z żyletką w roli głównej.
Mam ja tendejce do ekshibicjonizmu?
Postanowiłam zawiesić je i, jak dzięcielina, pałać tylko fikcją. Literacką to za duże słowo.

O Boże mój (?), ja naiwnie chcę się wyprodukować.

uff!

3 komentarzy

Notka miała być muzyczna, ale że nie umiem dodać linków przez tego fuckin’ firefoxa, to zamykam się w sobie i idę na terapię!
A co!

Bo co z tego, że napiszę, iż ostatnim czasem zachwycam się fińską, amatorską (żeby każdy był takim amatorem!) kapelą Despair Academy i cudownogłosym wokalistą Markusem, jak i tak nikt tego nie sprawdzi jeśli nie dam tutaj ich mysapce. Nie dam, bo firefox robi foch!

Cóż z tego, że polecę na poprawę humoru kapelę z Brazylii Censei de Ser Sexy (w tłumaczeniu jesteśmy znudzeni byciem sexy) i dodam, że piosenka „Music is my hot hot sex” mnie zwala z nóg, kręci mnie, chodzi za mną! I tak nikt tego nie sprawdzi bez linka.

Nikt sam nie poszuka!
Guupi firefox!

Myszka psitul ;(

się robi.

2 komentarzy

a dokładnie coraz więcej myśli krąży wokół uniwersytetu.
Już tam nawet byłam!
A w zasadzie byłyśmy z Magdzialeną. Czy ona też czuła lekki powiew grozy zmieszany z uczuciem tęsknoty i rozrzewnienia?
Pozostał tydzień i dzień jeden. Jakoś przyzwoicie trzeba go wykorzystać. WYMYSZKOWAĆ!
Wszystko to jakoś szybko, jakoś do przodu, a ja bym trochę potkwiła w miejscu. Nie jest konieczny brak kształcenia w tym tkwieniu. Raczej brak myśli o tym dalszym jutrze. Taka perspektywa gimnazjalisty- jeszcze do wszystkiego daleko, jeszcze ze wszystkim zdąże.
Teraz kawa, kawusia. Tyle dobrze, że wzięłam się za poważne czytanie. Tyle dobrze.

(brawo mój Ty Mysiu, nadal studencie prawa i administracji!)

jak tak dalej pójdzie, to nabawię się psychozy wyjazdowej i całe życie będę siedzieć w domu.

wzięłam umysł we własne ręce i czytam bardziej niż mniej ambitnie.

powrót na ziemię, do kawy, ciepłych swetrów i za dużych, już wszystkich w domu, spodni.

a nasza miłość już potrafi chodzić, składa pojedyńcze literki i odczytuje wyrazy z gazet, dość dużo pytań zadaje. tak to jest z trzylatkami :):)

Jak to przewidziała Daryjka- w UK za krótko się było. Za mało funduszy miało, by jakoś konkretnie zaszaleć, za mało czasu również, by coś więcej zobaczyć.

Tymczasem torby spakowane i udajemy się do Chorwacji (fee, fee!).
I mimo tego, fee, to dwa tygodnie z Ukochanym, to muzyka dla mych uszek :)

A jak już wrócę, to drogie dziewczęta- imprezka we wrześniu!

UK! UK!

1 komentarz

No i nadszedł ten czas, kiedy to panna Sol z Ukochanym zabawią chwilę na cudnych Wyspach.

Ach, ach, ach!

God safe the Queen!

która podopowiada mi, że przede mną nadal większa część wakacji. To kolejna, niezrównana zaleta studiowania.

Poza tym odświeżam stare granie. Mocno skupiłam się na latach 90′. Przecież to te mojego sielskiego, anielskiego dzieciństwa, czyż nie? Słucham Prodigy, wybacz Kochanie, i twarz mi się uśmiecha.
Ot, taki lekki rozziew międzygatunkowy z zeszłego tygodnia, czyli od emocore i screamo, przez indie i alternative, wprost do hip hopu. A teraz jeszcze rave. Misz masz, pani masz!

Spotkanie z Madziorkiem uważam za oficjalnie udane- uwielbiamy się jeszcze bardziej :P

I po raz kolejny nie wspomnę o UK już za tydzień!!!!! :)

Zaczynam od dziś, jak to zwykle bywa- muzycznie.
Lipiec chyli się ku końcowi i mimo, iż pewne sprawy nadal nie zostały załatwione, to nie sposób zaliczyć owego miesiąca do nieudanego.
Cza by było się tylko z Madzialeną spotkać, a ona się coś nie kwapi :P

Żałuję Ku Przestrodze, ale mój rozsądek podopowiada mi, że są sprawy ważne i ważniejszee. Wydatki miłe i milsze. I tak to sobie tłumaczę, choć w Milton Keynes chyba nie ma oddziału ubóstwianego przeze mnie Primarku.

Zaczynam się też nieco martwić, czy zmieścimy swoje bagaże na chrowacką eskapadę. Niby Mysz mówi, że jest box, ale czy ktoś może obliczyć jakie są kobiece potrzeby na dwa tygodnie?!

Człowiek ma moc ambitnych planów, mnóstwo rzeczy do zrobienia, a kiedy przychodzi co do czego–> wolny, niczym nieskrępowany czas, wtedy człowiekowi zaczyna brakować sił i motywacji. I tak własnie mija powolutku lipiec, a ja nie zrobiłam kilku poważnych rzeczy, które solennie sobie obiecałam. Pewnie już nie zrobię, gdyż sierpień niemal cały na walizkach. A we wrześniu, to pewnie już będzie nie w porę.

Już cała jestem brytyjska, już mi się śnią czerwone budki telefoniczne. Ach, ach!

A, ostatnio narzekałam na zbyt dużą ilość opadów, to tym razem napsiocze na słońce. Czy ktoś potrzebuje go w takiej ilości?!

Na myszkowej Ligocie dzieją się rzeczy dziwne. Koło północy kilka dni temu, kiedy spacerowaliśmy z chłopczykiem, z dworca pkp dochodziła bardzo głośna muzyka. I byłoby wszystko w porządku, ale- nie widać było nikogo, kto ją puszczał, mało tego, dochodziła ona z głośnika na peronie (!) i na dodatek nie było to „byle co”, a RATM.
Tajemnica, niczym z Roswell, nie została przez nas rozwikłana.

Nawet ci ambitni faceci czujący ry(t)my około rapowe, widzą świat w czerni i szarości. Nieważne nawet czy to bure wizje z polskiego podwórka, czy z (tak, tego wymarzonego, upragnionego, wyśnionego) UK. Chyba przywara tej muzyki. Tych czasów?
(A ten brytyjski akcent ujmuje mnie. Już niebawem posłucham na żywo. O, tak!)

Poza tym jeśli mogę się gdzieś zapisać do Rodziny Dona Corleone, to już pędzę!
Książka Puzo jest niemożliwa.

A lato z nas kpi. Deszcz, zimno, nieprzyjemnie. Dobrze, że lato mi lata.

Koooocham Słoneczko :*


  • RSS